poetyckanadia blog

Twój nowy blog

fioletowo

1 komentarz

 

kroję nożem obojętność czasu


bo wiem


że anioły dostarczą nowy sen

 

 w


 kształtach zmysłów

 mam odkryte ramiona 


a


ty kochasz mnie krokusami

 ja kolekcjonuje twoje piegi


i


zamykam je w dłoni
by zatopić się w nich 
na zawsze

kocham

nawet
nie lubie
słodkich winogron

wiesz

sekret

***

7 komentarzy

Morisson z Wojaczkiem
na półce sie kłócą
który zobaczy światło
na kartkach

Poświatowska
walczy jak lwica

życie

umarli
 ja my

a ja zmierzchem

ratuje
poranek
z pierwiastkóww sumienia

istnieje, pomimo wszytko

kocham białe tulipany
zimowe poranki
w zielonym szlafroku
zmierzam do siebie

wierząc , że nic się nie dzieje

uśmiecham sie

a

nawet
czasem
bywam

***

2 komentarzy

wypijając drugi kubek grzańca
z melancholią jestem na ty
roztapiając się w gorących
goździkach utknęłam
w płatkach białej
nocnej rosy

rozsypuje miesiące na części
dzieląc siebie na przecinki
ciebie na czas
innych na pustke

wypatruję

przerywam orgazm wydarzeń
zazdrosnym okiem
wypatrując
miłości

za moim płotem
jest dom

ugrzązł w błocie
mojej
nieobecności

prawie nic
to nic
które otacza

czai się zielona samotna noc
w kasztanach poszukuję mocy
wyrzuty sumienia jak liście
kopalnią zmysłów szeptają

staram się wciąż pożyczać uśmiech
od wiatru słońca drzew
limit wyczerpany

na rzęsach pozostaje niepewność
smutek rysuje zlepki pragnień

to nie ja winna
to ta magiczna pora
pomiędzy mną a milczeniem
którą ratuje cisza snu

przesuwa się widok
ja jestem tylko wielkością
ważę sto pięćdziesiąt pięć kilo
przez pięć sekund

kocham cię
tak wypada czasem

wcale nie chce mieć
tej pewności
metafizycznej żywicy

stoję z ciepłym kasztanem w dłoni

płacze

efemerycznie

5 komentarzy

krojona na drobne
w atłasowej pościeli
bawię się w migoczące
kontrasty złudzeń

w nieskończoność
wilgotnieje pergaminowa skóra
z nadgryzionych pytań
rodzi się nabrzmiałe milczenie

przy muzyce szeptu
tańcze konwulsyjny taniec

drętwieją usta
w telepatycznym uśmiechu

kolejna jesień

grzeje

rzygać mi się chce
od mej pospolitości
od tych barów
gdzie kadzidłem rozpędza się wilgoć
od schizofrenii
od tabletek
od omnibusów
w których brać udziału nie mogę

wymiotuje swoim prostactwem
nie czynieniem
nie interesowaniem
nonsensem
codziennością
chujostwem

tęsknie

za nocnym lotem
lnianych mew
za domkami
na niemych plażach

krzyczących książek
proszących o nie sen

dzieje się
psycho
nie
tronika

we mnie

fermentem
nie pogodzony

nie chcę
wbijać paznokci w biały papier
soczystą krwią barwić
dziewicze kartki
zesłane z próśb

opuszkami nie mogąc dotykać
dobrych aniołow z bólu pisania

nawet nie wyzwalam
nieuchronnych nocy

kiedy ona nie potrafiła kochać

ja nie potrafie pisać

namiętnością płonie
bezlistny węzeł
wilgotnych zamierzeń…

Cztery lata temu dokładnie 27 marca rozpoczęłam swój przecudowny romans z wirtualna rzeczywistością:)…oddałam się jej cała, pozwoliłam smakować moją dusze jak ciało które oddaje namiętnej kochance…a teraz ciągły pośpiech, brak wolnego czasu, stres powodują moje zagubienie się w tej części świata…tak wiec pozwalam sobie życzyć na te czwarte urodzinki wiatru słów, promieni metafor, deszczu pomysłów, oddechu by móc zatrzymać się choć na chwile i spojrzeć kim jestem i dokąd zmierzam:)…

  • RSS